Nazizm u bram? To, co wydarzyło się na Mazowszu jest ostrzeżeniem (OPINIE)

Posted on Sty 3 2021 - 2:03am by admin

Przez trzy dekady w Polsce nie brakowało środowisk przepraszających za wszystko, co polskie. Straszących polskim nacjonalizmem i antysemityzmem, mającym rzekomo wyglądać zza każdego rogu. Oskarżających Polaków o współodpowiedzialność za Holokaust, przypadki rzeczywistych kolaboracji i działań szmalcowników przypisując całemu narodowi, umniejszając przy tym działania rzeczywistych bohaterów, którzy z hitlerowskimi Niemcami walczyli, a Żydów ratowali. Były to oczywiste bzdury. W świecie nie ma jednak nic stałego. I to, że dawne  straszenie nazizmem były to pospolite „strachy na Lachy”, dziś faktycznie jest podglebie do powstania w naszym kraju straszliwej ideologii. Bestialstwo, brak wiary, nienawiść jeden przeciwko drugiemu jest na porządku dziennym. Proch jest, lont też, wystarczy iskra.

fot.. Freeimages.com kol. PP

W powieści Józefa Mackiewicza „Sprawa pułkownika Miasojedowa” jest charakterystyczny dialog. Żydzi rozmawiają o pogromie, jaki miał miejsce w Kijowie. Rzecz dzieje się przed I wojną światową. I jeden z rozmówców stwierdza z przekonaniem, że Niemcy na pewno nie zrobiliby czegoś takiego. Wprawdzie jest tam antysemityzm. Ale przecież ciężko wyobrazić sobie Niemców, którzy by rozbijali szyby w oknach, niszczyli witryny sklepowe, nie mówiąc już o mordowaniu. Wystarczyło jedno pokolenie, by „kulturalni Niemcy” wybrali w demokratycznych wyborach jeden z dwóch najstraszliwszych totalitaryzmów w dziejach,  rozpętali najbardziej krwawy światowy konflikt w historii, dokonali Holokaustu. Scena z powieści dowodzi tego, że nie ma nic stałego. Także u nas. I niestety, dziś widać kilka symptomów tego, że w Polsce jest już gleba dla przyszłej zbrodniczej ideologii. Przejawy są następujące.

Pierwszy – całkowite odejście od chrześcijańskich wartości i to po wszystkich stronach sceny politycznej. Dziś Kościół ma owszem swoich sympatyków, może i fanów, „kiboli”. Ale nie ma prawie wyznawców. Wyznawców mają za to polityczne partie. Panowie prezesi, przewodniczący, pełnią rolę „bożków”. A więc przeciętny wyznawca partii owszem, czasem wierzy w Boga, chodzi do Kościoła. Ale gdy „lider”, „wódz”, zrobi coś wbrew linii partii, to partyjna ideologia niemal zawsze wygrywa z religią. Jaki ma związek odejście od religii ze zbrodniczą ideologią? Bardzo wiele. Przed laty w Polsce był nacjonalizm, oczywiście. Przyjmował czasem radykalne formy. Ale NIGDY nie przybrał formy tak zdziczałej jak w Niemczech. Bo w Polsce był BARDZO SILNY pierwiastek religijny. I wielu przedwojennych polskich nacjonalistów ginęło w obozach koncentracyjnych, ratowali Żydów w ramach Żegoty itd. W III Rzeszy nazizm miał elementy tak naprawdę pogańskie – jak ujawnił Herman Rasching w książce „Rozmowy z Hitlerem” wódz Rzeszy (podobnie jego najbliżsi współpracownicy) nie chciał w żaden sposób promować chrześcijaństwa, wspierać. Uważał tę religię za żydowską, słabą, którą należy zastąpić mocną religią siły. Pozostawiona miała być jedynie fasada – Bóg z nami na płaszczach, czarne krzyże na samolotach, trochę świątecznych tradycji. Bez zasad, wartości, mamy doskonałe podglebie – bo brak jest moralnych hamulców.

Punkt drugi – trwająca od lat, z roku na rok pogłębiająca się plemienna wojna  w Polsce. Odmawianie człowieczeństwa innym. Kpiny i żarty z jednej strony ze śmierci Pawła Adamowicza, z drugiej Jana Szyszki. Mówienie, że wyborcy PiS to robactwo, które trzeba wyplenić, z drugiej strony szczucie na przedsiębiorców, czy lekarzy w państwowych mediach.  Wszyscy uczestnicy tej wojny zaorali glebę dla przyszłego zła.

Punkt trzeci – to już się dzieje. Wzrost powszechnej agresji jest zauważalny od lat. Przybrał już formy agresji fizycznej. Niszczenie zabytków i miejsc kultu, to mamy od jakiegoś czasu. Ale mamy też niszczenie grobów i pomników, i ludzi. A także bestialskie zabijanie zwierząt, znęcanie się nad nimi. Takich przypadków jest coraz więcej. Opisujemy je dość często. To, co stało się na Mazowszu, w Siedlcach, gdzie zwyrodnialcy nie dość, że przywiązali petardę do głowy kota (zwierzę nie przeżyło), potem jeden z nich kopnął zwierzę, gdy jego opiekunka przy nim płakała, a do tego chcieli uczynić sobie żywą pochodnię z kolejnego zwierzaka, tylko ten na szczęście uciekł, świadczy o zdziczeniu totalnym. Tu już tylko kolejny krok do tego, by zaczęli ginąć ludzie. Ktoś może powiedzieć, że to jednostkowy przypadek. Rzecz w tym, że tych jednostkowych przypadków jest coraz więcej. A to co stało się w Siedlcach jest bardzo poważnym ostrzeżeniem. 

Leave A Response