W kwestii pandemii, szczepień, chorych jazd

Posted on Sty 2 2021 - 6:00am by admin

Trwa spór o szczepienia. Toczy się też ostry konflikt wokół samej epidemii. Wkrótce opublikujemy kilka materiałów bardziej szczegółowo traktujących te kwestie. Na razie skrótowo: po pierwsze – choroba COVID-19 istnieje. Kilku moich znajomych na nią odeszło. Kilkudziesięciu (a także osoby z rodziny) choróbsko to przeszło, w różnych formach – od czegoś przypominającego grypę, poprzez grypę cholernie mocną, po pobyt w szpitalu w stanie poważnym. Pieprzenie, że choroby tej nie ma, jest zwykłym kłamstwem. Inna sprawa, że za duży błąd uważam też sposób, w jaki z chorobą się walczy – wychodzę z założenia, że przy twardym przestrzeganiu reguł – dystans społeczny, bezwzględna higiena i osłony twarzy – można lockdownu i zamykania całych branż, skazywania ich na śmierć, uniknąć. Ale to jedno. Osobną kwestią jest leczenie i same szczepienia. I tu sprawa jest złożona. Jednak warto bez agresji przyjrzeć się kilku argumentom.

fot. Freeimages.com

 

Przeciwko szczepionce wypowiada się wiele osób, wiele osób wypowiada się na zasadzie jedynie obaw, co do szczepień. Inni krytykują szczepienia jako takie. Niestety, w dyskusji tej zwolennicy szczepionek często wrzucają do jednego worka hordy antyszczepionkowców, którzy zaprzeczają zasadom nauki z ludźmi, którzy po prostu mają jakieś wątpliwości. Przyjrzyjmy się konkretnym argumentom. Bzdurnym, zasadnym choć błędnym i takim, które wymagają by się nad nimi pochylić.

Po pierwsze – „Szczepionki to zło wcielone”. Tylko jakimś cudem uwolniły od wielu chorób

Przeciwko szczepieniom opowiadają się przede wszystkim istniejące już od lat środowiska antyszczepionkowe, uważające, że szczepienia jako takie są samym złem. Tymczasem prawda jest taka, że to szczepienia uratowały świat przed wieloma chorobami, które kiedyś dziesiątkowały ludzkość. Ospa właściwa, czy polio (Heinego Medina) zostały powstrzymane dzięki szczepieniom. Co warto podkreślić, szczepionka na polio stworzona przez wybitnego Polaka Hilarego Koprowskiego (swoją drogą środowiska patriotyczne mogłyby wpisać go na sztandary, a niestety wielu Polaków o istnieniu tej postaci nawet nie ma pojęcia) była wprowadzona do użytku w trybie błuskawicznym. Były obawy, że trwa to zbyt szybko. Ale uznano, że skutki pozytywne – powstrzymani straszliwej epidemii wśród dzieci – przewyższają te negatywne. Czy czegoś nam to nie przypomina? Generalnie – polio prawie nie ma, ospy właściwej też, wiele innych chorób jest dziś ponurym wspomnieniem. Dlatego też argument o „źle wcielonym” w postaci szczepień jest z gruntu mało mądry i należy go odrzucić.

Po drugie – w szczepionkach są szkodliwe substancje

Drugim argumentem są szkodliwe substancje znajdujące się w preparatach. „Może szczepionki ratują przed chorobami. Ale teraz, te nowej generacji, są faszerowane różnymi substancjami, czasem szkodliwymi jak aluminiom. Nie wolno ich przyjmować”. Akurat co do różnego składu szczepionek (na razie piszemy ogólnie nie o szczepionce na COVID) to jest prawda. Ale też, rozmaite substancje znajdują się też w przyjmowanych przez nas lekach. Nie mówiąc już o przyjmowanych przez miliony ludzi suplementach diety. Co więcej. Leki i szczepionki są od suplementów BEZPIECZNIEJSZE, bo suplementy nie muszą spełniać tak wyśrubowanych norm, jak szczepionki i leki.

 

Po trzecie – „szczepionki mogą być nieetyczne, bo są robione z zabitych dzieci nienarodzonych”. Nie do końca tak jest, ale tu argument jest wart przyjrzenia się

 Szczepionki nie są robione z abortowanych płodów. Natomiast jest jeden fakt – są używane linie genetyczne dzieci sprzed lat. I to oczywiście nie jest etyczne. Ale o tym więcej w rozmowie Przemysława Harczuka z Tomaszem Terlikowskim, która ukaże się niebawem na naszych łamach. Mówiąc skrótowo – Episkopat zajął stanowisko, że jeśli lek jest pozyskany nieetycznie, ale nie ma alternatywy, chrześcijanin może go przyjąć. I po drugie – tego typu praktyki są też wykorzystywane przy produkcji innych leków, a nawet kosmetyków. Ale w tym temacie więcej już niebawem w NTW.

Po czwarte – szczepionki mają skutki uboczne. To akurat prawda. Każdy lek je ma

Szczepionki mają skutki uboczne – mówią ich przeciwnicy. I to jest prawda. Ale tak samo masę skutków ubocznych mają leki. Takie jak apap, ibuprom, aspiryna. Gdy przeczyta się ich ulotki włosy stają dęba. A jednak nikt nie rezygnuje z ich zażywania.

Po piąte – czas robienia szczepionek, tu jest ryzyko

Ok. Ten argument jest  istotny. Szczepionki były opracowane w błyskawicznym tempie. Nie wszystko o nich wiemy. Wprawdzie między bajki można włożyć,  że szczepionki zmienią DNA człowieka, ale już argument o problemach z płodnością, czy ich wpływie na płód mogą być zasadne (albo i nie). Z prostej przyczyny – było zbyt mało czasu, aby to zbadać. Jeżeli leki biologiczne, lub chemiczne czasem wymagają tego, aby podczas kuracji nimi przez jakiś czas powstrzymać się od płodzenia dzieci, być może tu jest podobnie. Na pewno nie wiemy, jak szczepionka zadziała na kobiety w ciąży i ich dzieci, dlatego nie jest dla nich wskazana. Tak samo być może jest tak, że należy po takim szczepieniu wstrzymać się jakiś czas z płodzeniem dzieci. W przypadku rozmaitych leków bywają to dwa miesiące, trzy, w przypadku znanego preparatu na dnę moczanową – kolchicyny – jest to aż pół roku. Jak jest tu? Nie wiemy. Na pewno nie jest tak, że szczepionka sprawi, że rok po jej przyjęciu nie będziemy mogli się rozmnażać. Natomiast w czasie tuż po jej wzięciu – być może należy uważać. I to powinno być nam przez lekarzy wyjaśnione.

Po szóste – kwestia planu b i amantadyny

Moje największe obawy związane ze szczepieniami dotyczą jednak czego innego. Że szczepionka okaże się nieskuteczna, albo okaże się, że działa zbyt krótko. I tu kolejna kwestia – niezależnie od działania szczepionek, należy BEZWZGLĘDNIE pracować nad powstaniem leku (bądź sprawdzeniem leków już dostępnych). Bywa z tym różnie. Ale nie rozumiem, dlaczego z takim lekceważeniem część środowiska medycznego wypowiada się o amantadynie. Nie jest to lek na COVID przebadany, to prawda. Ale od lat jest wykorzystywany w leczeniu chorób neurologicznych. I jest wiele symptomów sugerujących (nie są to dowody, ale hipotezy warte sprawdzenia), że lek ten działa na COVID. Sam mam w bliskim otoczeniu osobę, która według wszelkich danych powinna COVID przejść najciężej (osoba z chorobami współistniejącymi itd.) a przeszła ze wszystkich najlżej. Przy jednym z jej schorzeń zażywa amantadynę. Rozmawiałem z szeregiem lekarzy. Takich zwykłych, nie będących na usługach czy rządu, czy opozycji, mających za to kontakt bezpośredni z chorymi. I ich zdanie w sprawie amantadyny jest jednoznaczne – nie można na sto proc. stwierdzić, że lek ten zadziała. Ale jest tyle poszlak, że może tak być, że warto go sprawdzić. Także po to, by oprócz szczepień mieć plan B.

Po siódme – kwestia obowiązku

Jest jeszcze jedno ryzyko. Że owszem – szczepionka jest bezpieczna, skuteczna, a ludzie się nie będą chcieli szczepić. I tu pojawia się temat obowiązku szczepień, bądź nie. Sprawa jest złożona. Osobiście jestem przeciwko przymusowi. Ale… wszystko zależy od bezpieczeństwa i dobra drugiego człowieka. Nie jest prawdą, że gdy się nie szczepimy, to szkodzimy potencjalnie wyłącznie sobie. Nie zawsze tak jest.  W społeczeństwie jest bowiem wiele osób, które z jakichś powodów nie mogą się zaszczepić, bo na przykład są tak chore, że szczepionka by je zabiła. I jedyną szansą dla tych osób jest jak największe wyszczepienie populacji. Tak jest z odrą, gruźlicą itd. A jak jest ze szczepionką na COVID? Tego nie wiemy. Jeśli jest tak, że prawie każdy może się zaszczepić, wówczas ok. Ci, co tego nie robią szkodzą tylko sobie. Jeśli zaś będzie wiele osób, które nie będą mogły się szczepić, wtedy sprawa jest już poważna. Bo nie szczepiąc się osoby zdrowe szkodzą właśnie tym chorym, którzy szczepić się nie mogą. Pytanie jednak, czy ma to być odgórnie narzucony przymus, restrykcje (moim zdaniem bardzo zły pomysł), czy raczej system zachęt dla zaszczepionych. Tu sprawa jest otwarta.

Jedno nie ulega wątpliwości – rząd popełnił szereg błędów i podjął wiele złych decyzji w związku pandemią. A co gorsza, wielu ekspertów traktuje Polaków niczym stado głupców. Zestawiając w jednym szeregu ludzi, którzy po prostu mają wątpliwości z tymi, którzy uważają szczepionki jako zło samo w sobie i powtarza pseudonaukowe teorie. Tak nie jest. Na pewno należy rozmawiać.

Andrzej Zarębski

Leave A Response