Liderzy sami zabili ten strajk

Posted on Gru 7 2020 - 12:06am by admin

Spadek frekwencji paradoksalnie napędza radykalizm protestów, bo zostali już najbardziej zaangażowani i antypisowscy uczestnicy. Próbują oni jakoś podtrzymać te emocje i sięgają po coraz bardziej agresywny repertuar. Nie powiedziałbym jednak, że mamy do czynienia z rewolucją społeczną. Owszem, wszyscy mogliśmy zobaczyć butną, agresywną twarz antyklerykalizmu, co dla wielu osób było szokiem. Jeśli jednak popatrzymy na różne badania, to ta rewolucja może dopiero nadejść. A jeśli zaś chodzi o polityczny aspekt, to rzeczywiście mamy pewnego rodzaju grupę rekonstrukcyjną KOD-u. Liderzy sami zabili ten strajk – mówi w rozmowie z Nowym Telegrafem Warszawskim Karol Gac, publicysta DoRzeczy.pl.

Karol Gac, fot. Facebook,com

Ogólnopolski Strajk Kobiet ma coraz bardziej ostre hasła i zachowania, z drugiej strony nie brak głosów, że potencjał się wypala. Pana zdaniem mamy do czynienia z rewolucją społeczną, czy Komitetem Obrony Demokracji BIS?

 

Karol Gac: Mamy do czynienia z błędnym kołem. Z jednej strony wulgarne hasła, agresywna forma protestów i skandaliczne zachowania liderek strajku doprowadziły do tego, że frekwencja zaczęła spadać i zaczęli się od niego dystansować umiarkowani Polacy. Trzeba też pamiętać, że trudno utrzymać długo tak wysokie emocje społeczne. Nie bez znaczenia jest też obecny stan prawny – mamy próżnię. Niby zapadło orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego, ale rząd wstrzymuje się z jego publikacją, bo czeka na jego uzasadnienie. Wszystko to przyczyniło się do spadku frekwencji. Tyle tylko, że to paradoksalnie napędza radykalizm tych protestów, bo zostali już najbardziej zaangażowani i antypisowscy uczestnicy. Próbują oni jakoś podtrzymać te emocje i sięgają po coraz bardziej agresywny repertuar – w tym po konfrontacje z policją. Nie wykluczam jednak, że protesty przybiorą na sile, gdy orzeczenie zostanie opublikowane. Nie powiedziałbym jednak, że mamy do czynienia z rewolucją społeczną. Owszem, wszyscy mogliśmy zobaczyć butną, agresywną twarz antyklerykalizmu, co dla wielu osób było szokiem. Jeśli jednak popatrzymy na różne badania, to ta rewolucja może dopiero nadejść. A jeśli zaś chodzi o polityczny aspekt, to rzeczywiście mamy pewnego rodzaju grupę rekonstrukcyjną KOD-u. Liderzy sami zabili ten strajk.

 

Prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski zapowiedział, że być może Warszawa wstrzyma finansowanie dla policji, w związku z nadużyciami ze strony funkcjonariuszy na ulicach stolicy. Czy tym działaniem Trzaskowski straciłby, czy zyskał u mieszkańców miasta?

 

Nie powinno się tak sprawiać sprawy. Bez względu na sympatie i antypatie polityczne, jest to działanie skandaliczne. Oczywiście jest to niewielka część budżetu policji, ale bezpieczeństwo mieszkańców Warszawy nie powinno mieć barw partyjnych. Trzaskowski co prawda próbuje to tłumaczyć zachowaniem policji względem protestujących, ale mnie ono w ogóle nie przekonuje. To kolejna próba pokazania, z kim prezydent Warszawy sympatyzuje. I o ile jeszcze jestem w stanie zrozumieć okazanie sympatii poprzez symbolikę, o tyle tutaj mamy do czynienia z przekroczeniem granicy i bardzo niebezpiecznym działaniem.

 

I kolejna rzecz – czy nie jest tak, że radykalizm z obu stron – z jednej strony zwolenników protestu, z drugiej strony rządu, nie służy wzajemnemu nakręcaniu się, podczas gdy „zwykli” warszawiacy chcą spokoju – nie chcą niszczenia świątyń, ale nie akceptują też działania rządu, czy niektórych działań policji?

 

Zazwyczaj tak jest, że radykalizm nie sprzyja nikomu i próbuje od niego uciec większość społeczeństwa. Tyle tylko, że pogłębiająca się polaryzacja coraz częściej wymusza opowiedzenie się po którejś ze stron. Nie mam wątpliwości, że długofalowe skutki takiej polityki mogą być destrukcyjne dla społeczeństwa i państwa. Tyle tylko, że jak zawsze ważny jest kontekst. I w zależności od kompleksowej oceny, możemy dopiero wydać werdykt. Proszę też spojrzeć na politykę ogólnokrajową. Teoretycznie nieustannie słyszymy narzekanie, że polityka jest zawłaszczona przez PiS i PO/anty-PiS, ale jak przychodzi, co do czego, to wyborcy i tak opowiadają się po jednej ze stron, zamiast szukać jakiejś alternatywy. Pytanie więc, na ile rzeczywiście jest miejsce na centrum, a na ile to tylko pobożne życzenia niektórych.

Leave A Response