Odpowiedzialność także nas wszystkich. Po filmie „Don Stanislao” (KOMENTARZ)

Posted on Lis 14 2020 - 12:14am by admin

Film Don Stanislao wskazuje nie tylko na odpowiedzialność konkretnego kardynała, czy szerzej całej hierarchii. To także mocny akt oskarżenia wobec nas wszystkich – w sensie katolików świeckich. Bo wielu, zbyt wielu z nas wybrało sobie wygodne życie, katolicyzm kanapowy, zaufanie w pełni ludziom tworzącym Kościół hierarchiczny. Tymczasem to my – ludzie ochrzczeni – tworzymy Kościół. I jesteśmy za niego odpowiedzialni. Olanie sprawy przez świeckich będzie zwykłym draństwem. Jednak zerwanie z Kościołem – będzie pójściem na łatwiznę.

fot. Pixabay

Oczywiście wielu może powiedzieć – co za brednie, gdzie „zwykły” katolik odpowiada za to, że kardynał krył nadużycia, że był kimś innym, niż nam go medialnie przedstawiano. A właśnie, że odpowiadamy za to, że całe nasze podejście do katolicyzmu było całkowicie bierne. Że przyjmowaliśmy to, że biskup, ksiądz, kardynał, jest autorytetem tylko dlatego, że przyjął święcenia kapłańskie, potem biskupie. Że skoro taki kardynał Dziwisz był przez dziesiątki lat przy świętym, to sam świętym także być musi. No totalna bzdura, bo raz – i sami święci mogli popełniać błędy – w przypadku św. Jana Pawła II były to najwyraźniej decyzje personalne. A i apostołowie – jeśli ktoś zna Ewangelię, to nie jest dla niego nic nowego – pomimo świętości, dopuścili się w większości zdrady Jezusa. Jeden z nich, ten, który nie umiał się do zdrady przyznać, do dziś jest przeklęty. Pozostali są czczeni jako święci. Ale ad rem – odpowiedzialność zwykłych katolików polega na klerykalizacji życia, podejściu na zasadzie, że Kościół jest święty, więc święci są wszyscy, którzy go tworzą. I na bierności. Przecież rzeczy ujawnione w materiałach dziennikarskich nie są niczym nowym. Już w 2006 i 2007 roku przy okazji problemów lustracyjnych okazało się, że w polskim Kościele może być problem. Ale hierarchowie woleli milczenie, a wierni święty spokój. Dziś mamy potężny problem i dwie postawy – jedna to masowe odchodzenie od Kościoła, które jest raczej łatwizną. Druga to próba obrony oblężonej twierdzy, zaprzeczanie faktom, co jest zwyczajnym draństwem. Tymczasem drogą powinno być większe zaangażowanie ludzi świeckich w naprawę samego Kościoła. Są ludzie, tacy jak ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski, którzy dążyli do prawdy. I na nich można oprzeć odbudowę Kościoła. Świeccy muszą jednak także wziąć sprawy w swoje ręce. A afery należy wyjaśnić, a zło wypalić. Bez sentymentów.

Antoni Zankowicz

Leave A Response