Koniec starego świata, do którego byliśmy przyzwyczajeni? Chyba niestety tak

Posted on Lis 3 2020 - 12:01am by admin

Czy to koniec starego świata, do którego byliśmy w Polsce przyzwyczajeni? Chyba niestety tak. Piszę te słowa w nocy z piątku na sobotę. W Warszawie kończy się manifestacja. Wiem, że były tłumy, ale liczby nie znam i nie mogę się dowiedzieć z mediów, do których mógłbym mieć jakieś względne zaufanie. Chyba nie była tak liczna, na jaką liczyli organizatorzy, ale i tak na tyle duża, że nie można powiedzieć, że protestującym zaczyna brakować paliwa. W tej chwili rząd nie funkcjonuje, władzę ma ulica, która za chwilę będzie miała pretensje, że brakuje miejsc w szpitalach. To co mogą przynieść najbliższe dni, jest przerażające – pisze Przemysław Miśkiewicz, działacz opozycji antykomunistycznej w okresie PRL.

Poziom nieodpowiedzialności opozycji i zupełnego nieprzygotowania władzy poraża. Propozycja zmian w ustawie ze strony prezydenta jest spóźniona o tydzień, kompletne zagubienie Kościoła, zupełny brak rzeczowych analiz w portalach prawicowych. Elektorat PiS się kurczy z dnia na dzień, świeccy katolicy wychodzą z inicjatywami modlitw różańcowych – Kościół nie potrafi nawet w tym przejąć jakiejś inicjatywy, Prymas wypowiada się tak, żeby nic nie powiedzieć, ojciec Szustak swoimi wypowiedziami stawia się praktycznie poza Kościołem, którego, jak twierdzi, nienawidzi, ojciec Leon Knabit pisze w internecie zdanie: protestom tak, wandalom nie. Jarosław Kaczyński wzywa członków PiS do obrony kościołów i praktycznie nie zostaje posłuchany. Jak to wszystko można określić? To jest anarchia i żadne zaklęcia rządu, którego jestem zwolennikiem, tego nie zmienią. Pandemia nas przerosła, a teraz przez protesty całkowicie wymyka się spod kontroli. Oczywiście można narzekać, ale trzeba zastanowić się czy jest jakieś wyjście? Prawdę powiedziawszy go nie widzę. W demokracji nie oddaje się władzy pod naciskiem ulicy, zresztą nie ma komu jej oddać. Opozycja nie jest zainteresowana, a protestujący zdaje się też nie są zainteresowani opozycją. Sytuacja jest rewolucyjna i to w dosłownym znaczeniu. Nie wiem czy władza nie robiła badań poziomu niezadowolenia, czy też płynący z tzw. mediów publicznych przekaz ją zbytnio uspokajał. Błędów była masa, ale elektorat wybaczał, bo ogólnie kierunek był dobry i żyło się niewątpliwie lepiej i zdecydowanie godniej. Ale problem w tym, że w Polsce mieszka też duża część, a nawet zdecydowana większość ludzi, którzy elektoratem PIS nie są i dla nich oferty nie było. Przyjęto błędne założenie, że jeżeli mamy większość w sejmie i swojego prezydenta, to z senatem sobie też jakoś poradzimy. Przykład sytuacji, że to przestaje działać, był w zeszłym tygodniu, kiedy posłowie dostali projekt ustawy antycovidowej o 22 i mieli ją głosować o 9. rano. I opozycja, zupełnie słusznie, przegłosowała odłożenie na kolejny dzień. Widać maszyna zaczęła się zacinać. Opozycja sejmowa to osobny rozdział – poziom frustracji i nieudolności jest ogromny, ale innej nie ma i też trzeba ich traktować w jakiś sposób jako przeciwników politycznych, a nie jak zupełnie niepotrzebnych i ledwie tolerowanych szkodników. Kolejny rozdział to media publiczne z koszmarną telewizją Kurskiego, która odstraszała wszystkich, którzy mieli centrowe poglądy i może zagłosowaliby na PiS, ale po włączeniu telewizora uciekali z krzykiem. Oczywiście jest całkiem niemała grupa, której taki sposób przekazu pasuje, ale do tego mogła być na przykład telewizja Republika lub można było taki przekaz, no może mniej toporny, dać w TVP Info, a jedynkę i dwójkę zrobić dla ludzi elektoratu środka. Jestem przekonany, że byłoby z tego dużo więcej pożytku. Zresztą to są media publiczne i powinny mieć przekaz dla ludzi o różnych poglądach i tłumaczenie, że każda władza tak robiła, jest słabe, bo za tej władzy miało być inaczej. Historię radiowej Trójki wszyscy znają i szkoda miejsca na jej opisywanie – można tylko skomentować jednym słowem – głupota. Może dla dopełnienia obrazu warto wspomnieć o piątce dla zwierząt, którą PiS chciał się przypodobać młodzieży i ekologom, a tylko spowodował protesty rolników. Jak zbierze się te fakty, to trudno zrozumieć, jak mogliśmy nie widzieć co się szykuje. Wyrok TK to była iskra od której zapalił się magazyn z dynamitem. A teraz mamy rewoltę i nie ma z kim nawet usiąść do stołu, żeby można było rozmawiać o postulatach, bo coraz wyraźniej robi się jeden postulat, który wcześnie wybrzmiewał głosem pani Lempart: wyp…ć, a teraz złagodniał na: uciekajcie szybciutko. Tak czy inaczej rewolucja nie chce brać jeńców i jest pod tym względem podobna do bolszewickiej z 1917, rewolty młodzieży na zachodzie z 1968. Na ulicach są głównie ludzie młodzi, którzy odreagowują stres covidowy, który nawet jeżeli nie jest uświadamiany, to jednak w nich pewnie po trochu siedzi. Szkoły zamknięte, knajpy nie działają, rodzice pewnie nie zgadzają się na większe spotkania w domach z obawy przed zarażeniem, więc co można zrobić? No to idziemy na zadymę.Byłem kilka dni temu w Częstochowie i widziałem grupki młodych ludzi z tabliczkami na których były wymalowane błyskawice. I widziałem, że oni to traktują poważnie, to są dni, które ich kształtują na całe życie, tak jak moje pokolenie kształtowała Solidarność i zadymy stanu wojennego. To nie jest tak, że oni się wyszumią, potem pójdą do szkoły, na studia, założą rodziny i zapomną, bo będą mieli swoje problemy. Niestety Oni będą tworzyć nową lewacką rzeczywistość, wprowadzać antykulturę LGBT, tworzyć ustawy o legalności przerywania ciąży do, może najpierw trzeciego, czwartego miesiąca, a z czasem pewnie szóstego czy siódmego. I będą trzymać się bardzo daleko od Kościoła, no chyba, że zbliżą się do jego murów ze sprayem żeby wymalować hasła. Niestety Kościół nie potrafił im nic zaoferować i jedyne co o nim wiedzą to tyle, że jest siedliskiem pedofilów i jest wspomagany przez PiS, który daje mu publiczne pieniądze. A gdzie my jesteśmy? Czemu nie bronimy naszych wartości, naszej historii, naszej władzy i Kościoła Matki naszej? Na ulicę nie wychodzimy bo boimy się zarazy. W stanie wojennym wychodziliśmy, choć czasami, w ekstremalnych warunkach, mogliśmy zginąć. Ale wtedy byliśmy młodzi, a człowiek młody nie wyobraża sobie, że może zginąć. Tak jak teraz oni sobie tego nie wyobrażają chociaż matematyka na to wskazuje, że duża część z nich przechoruje te demonstracje, część może trafić do szpitali polowych, bo w normalnych już miejsc nie będzie, a ileś osób zaniesie chorobę dalej, do swoich domów i zarazi rodziców czy dziadków, z których część umrze. Nas na ulicach nie ma i słusznie. Tylko, co myśmy robili do tej pory, czemu nie umieliśmy przekonać młodych do naszych wartości. Żyliśmy wspomnieniem walki z lat 80., a młodym się flaki przewracały od naszych opowieści. Co mamy zrobić teraz? No właśnie- musimy zrozumieć ich bunt, chociaż się z nim nie zgadzamy. Ale, mimo, że za tym buntem stoją dziwne siły i ja osobiście czuję tu obce służby i legendarnego niemalże Sorosa, co jest tematem na osobny artykuł, to musimy oddzielić bunt od postulatów, które zostały sprytnie podrzucone. Bo za ten bunt odpowiadamy my i nasza władza. Zaniedbaliśmy młodych, tak nam się podobało, że sami wyszli z inicjatywą dotyczącą Żołnierzy Wyklętych, uważaliśmy, że młodzież jest patriotyczna, prawicowa i już taka będzie. No bo przecież w 2015 tak ochoczo zagłosowali na Dudę i PiS. Tylko, że po latach bezideowych rządów PO oni stali się prawicowi właśnie z potrzeby buntu, a teraz nowi młodzi znaleźli nowe idee, bo buntują się przeciw temu, że ta władza ich lekceważy. Po prostu buntują się przeciw staremu czyli obecnemu porządkowi. Co ma zrobić władza? To jest najtrudniejsze pytanie. Łatwiej powiedzieć, czego ma nie robić. Nie wolno pod żadnym pozorem użyć jakiejkolwiek siły wobec demonstrantów. Jeżeli pojawiłaby się jakaś ofiara, to manifestacje się zmultiplikują. Nie można wprowadzać stanu wyjątkowego, chociaż ze względów epidemiologicznych byłby jak najbardziej usprawiedliwiony. Trzeba zmienić przekaz mediów publicznych, zapraszać uczestników do rozmów w studiu, a z czasem zmienić prezesa Jacka Kurskiego, bo dla wielu ludzi staje symbolem propagandy sukcesu, tak jak dla nas był Maciej Szczepański. Również Prezydent powinien zaprosić uczestników protestów, ale nie organizatorki typu Lempart, tylko studentki i studentów. Chyba trzeba liczyć na to, że te demonstracje się wypalą, bo za bardzo nie ma innego wyjścia. Z obecnymi przywódcami protestów do stołu siąść się nie da. I trzeba zdać sobie sprawę, że nic już nie będzie takie jak dawniej, bo Polska skręciła bardzo ostro w lewo. To nie znaczy, że mamy się poddać, ale trzeba zmienić sposób działania i odzyskiwać wiarygodność.

Przemysław Miśkiewicz, lat 58, w latach 80-ych działacz Niezależnego Zrzeszenia Studentów

Leave A Response