Ktoś wstrząsnął polskim słoikiem. Wojna ponad podziałami

Posted on Paź 25 2020 - 12:07am by admin

Z morza wielu coraz bardziej idiotycznych memów i wpisów internetowych rzadko, bo rzadko, ale można czasem wyłowić całkiem sensowne. Jednym z nich był ten o mrówkach: „Gdy w słoiku są mrówki czarne i czerwone, żyją w spokoju obok siebie. Wystarczy jedynie słoikiem wstrząsnąć, a zaczną walczyć na śmierć i życie. Ciekawe, kto polskim słoikiem wstrząsnął?” – brzmiał wpis. I faktycznie – kto na wzajemnej nienawiści zyskuje można dyskutować. Ale fakt, że sprawa pandemii ujawniła w Polakach pęknięcie większe, niż wszelkie spory światopoglądowe, różnice ekonomiczne, historyczne kłótnie o PRL i Solidarność, awantury o sądownictwo i batalie o katastrofę smoleńską, jest bezsporny.

fot. Freeimages.com

Covidowy podział przebiega ponad podziałami politycznymi, ale też wprowadza pęknięcie tak wielkie, że być może jako społeczeństwo i naród już się nie pozbieramy.  Na ulicach dochodzi już do rękoczynów. A może być jeszcze gorzej. Słoikiem ktoś trzęsie. Miejmy tego świadomość i zachowajmy spokój!  

Żeby było jasne, choć po obu  stronach koronawirusowej wojny dominują niestety fanatycy i kretyni, są tam też argumenty, których nie sposób nie dostrzec. Prawdą jest, że wirus jest groźny, że skoro nie chcemy lockdownu powinniśmy zadbać o środki bezpieczeństwa. Ale też koronapanika może prowadzić do fatalnych skutków, nie tylko gospodarczych. Tym bardziej jednak w sprawie covida powinniśmy zachować spokój i prowadzić dyskusję na argumenty. Nie inwektywy. Jeśli chodzi o argumenty koronasceptyków, zazwyczaj  jest to wrzask o „odbierających wolność maseczkach” i inne debilizmy, we wrzasku tym giną trzy realne problemy, które należałoby podnieść.  Pierwszy – tragedia gospodarcza wynikająca z kolejnego lockdownu. Nie jest prawdą, że „przez rok będziemy biedniejsi, ale uratujemy życie”, a taki argument niedawno się pojawił. Przez rok (a może dłużej) potrwa zapaść. Ale dramaty ludzi, którzy stracą pracę, zostaną bez środków do życia, wpadną w depresję a niektórzy popełnią samobójstwa, będą rzutować na znacznie dłuższy okres. To realne zagrożenie.

Problem drugi – totalna zapaść ochrony zdrowia, śmierć pacjentów innych  chorób, niż COVID – o ile po kryzysie ekonomicznym może nastąpić (może, nie znaczy, że musi)  szybkie odbicie, tak dramat w służbie zdrowia jest już faktem. Poprzez skupienie się na walce z epidemią, zaczyna brakować pomocy dla innych pacjentów – neurologicznych, kardiologicznych. Utrudniony dostęp do usług medycznych i brak badań profilaktycznych sprawia, że za rok, dwa, wzrośnie śmiertelność na przykład na nowotwory. Nie jest przypadkiem, że jeśli wśród koronasceptyków pojawiają się lekarze, często są to przerażeni sytuacją onkolodzy. A nie mniej przerażeni zakaźnicy i epidemiolodzy domagają się większych obostrzeń.

Problem trzeci – kto wie, czy nie największy. To swego rodzaju pierwiastek paniki, zaszczepiany w naszym społeczeństwie. Przerażeni ludzie tracą skłonność do podejmowania jakiegokolwiek ryzyka. Tymczasem to ryzykanci budowali potęgę Stanów Zjednoczonych i Australii. To gen ryzykanctwa u tak wyśmiewanych Januszów i Grażyn dał fundament pod polski kapitalizm. Po prostu – prości najczęściej ludzie wyszli na przełomie lat 80. i 90.  na ulice i zaczęli handlować, wzięli sprawy w swoje ręce, założyli biznesy. Powszechna panika doprowadzić może do całkowitej zmiany  postaw społecznych. Ale też,  powyższe argumenty  nie mogą przykryć tego, że koronasceptycy w wielu sprawach zwyczajnie kłamią. Gdy posłucha się w sieci steku bzdur, wygadywanych przez popularnych publicystów, blogerów, youtuberów, to trudno przejść obok nich obojętnie. Wirus istnieje, naprawdę zabija, ale ludzie ci zdają się być opornymi na wszelkie argumenty. Nawet gdy ktoś zachoruje, to argument antycovidowców jest jeden – to lewak (bądź pisowiec, jeśli mamy do czynienia z liberalno-lewicowym antycovidowcem). A jeśli zachoruje nasz znajomy, to… niechybnie nas okłamuje.

Leave A Response