Jan Tomaszewski: Zmiana trenera Legii uzasadniona, ale PZPN powinien zareagować…

Posted on Wrz 27 2020 - 12:00am by admin

Prywatny właściciel może robić co chce. Ale PZPN powinien reagować, bo trener nie powinien łączyć pracy w klubie z pracą w reprezentacji. Obydwu nie będzie to służyć. Natomiast sama zmiana trenera w Legii była konieczna, drużyna ma najlepszy potencjał w Polsce, na krajowe warunki występują w niej same gwiazdy, a przyjeżdża taki Górnik i dzięki pressingowi wygrywa mecz. Plus dla Legii jest taki, że najbliższym rywalem jest ekipa z Kosowa, a więc to tak, jakby mistrzowie Polski trafili na ślepy los. A w ostatniej rundzie kwalifikacyjnej Legia gra u siebie. Los się więc uśmiechnął, faza grupowa jest w zasięgu. Trzeba to jednak wykorzystać – mówi Nowemu Telegrafowi Warszawskiemu Jan Tomaszewski, legendarny bramkarz reprezentacji Polski, „człowiek, który zatrzymał Anglię”, medalista  MŚ w 1974 roku i wicemistrz olimpijski z 1976 roku. W Legii Warszawa występował w latach 1971 – 1973. 

fot. Zorro2212 By Zorro2212 – Praca własna, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=22634445

Trenerem Legii Warszawa został Czesław Michniewicz, który zastąpił Aleksandara Vukovicia. Jednocześnie słyszymy, że Michniewicz będzie dalej prowadził młodzieżową reprezentację Polski do lat 21. Będzie w stanie pogodzić te dwie funkcje – selekcjonera i trenera mistrzów Polski?

Jan Tomaszewski: Absolutnie nie powinien ich łączyć, uważam, że Polski Związek Piłki Nożnej powinien tutaj zadziałać. Oczywiście, że funkcje selekcjonera i trenera klubowego bardzo trudno pogodzić. Legia Warszawa ma przed sobą ważne mecze i w lidze i w kwalifikacjach Ligi Europy. Młodzieżówka ma swoje spotkania w eliminacjach Mistrzostw Europy. Owszem – właściciel klubu ma prawo zwolnić i zatrudnić kogo chce. To jego prawo. W PZPN jednak powinni się na to nie zgadzać. Proszę bardzo – Ronald Koeman był selekcjonerem nie byle jakiej kadry, bo reprezentacji Holandii. Odbudował jej potęgę. Gdy jednak został szkoleniowcem Barcelony odszedł.

Jak ocenia Pan nominację dla Czesława Michniewicza, trenera, który osiągnął całkiem niezłe wyniki z młodzieżówką – poradzi sobie w Legii?

Trudno powiedzieć. Na pewno dobrze, że nastąpiła zmiana, bo Legia grała na początku sezonu dramatycznie słabo. Mając największy potencjał i finansowy, i organizacyjny i piłkarski, zawodników na poziomie naszej ligi będących gwiazdami, reprezentantów jak Boruc, Kapustka, Wszołek, Jędrzejczyk, absolutnie tego potencjału nie wykorzystywała. Stąd zmiana jest konieczna. Natomiast co do trenera Michniewicza są pewne wątpliwości. Pomijam kwestię podnoszonych przez media sensacyjnych telefonów do „fryzjera” sprzed lat, to mocno obniżyć może komfort pracy trenera – wystarczy, że sędzia gdzieś pomyli się na niekorzyść Legii, i na stadionach zaczną się wulgarne przyśpiewki. Ale, Michniewicz od lat nie prowadził klubu. A praca z drużyną klubową jest czymś zupełnie inną sprawą niż z reprezentacją, gdzie trener powołuje zawodników, których chce. W klubie, ma piłkarzy takich, jakich zatrudni mu prezes. Do samej kadry młodzieżowej też miałem pewne zastrzeżenia.

Jakie?

Uważam, że młodzieżówka powinna być bezpośrednim zapleczem pierwszej drużyny narodowej. Tymczasem Michniewicz chciał za wszelką cenę zrobić wynik. Na mistrzostwach Europy kadra grała systemem 1-9-1. To znaczy, bramkarz, dziewięciu obrońców, w napadzie sam Dawid Kownacki. A system powinien być jasny – skoro pierwsza reprezentacja gra systemem 1-4-4-1-1, to tak samo grać powinna młodzieżówka i drużyny juniorskie we wszystkich kategoriach wiekowych.

Wracając do Legii – mistrzowie Polski przełamią wreszcie złą passę?

Na razie w Polsce są dwa kluby, które mają potencjał pozwalający myśleć o dobrej grze w pucharach – to Legia Warszawa i Lech Poznań. I Legia z tym składem nie powinna mieć problemu w awansie do fazy grupowej Ligi Europy. Są w klubie gwiazdy, a przyjeżdża taki Górnik Zabrze, trener Brosz ustawia ich na mocny pressing i Legia przegrywa u siebie 1:3. Natomiast teraz można powiedzieć, że szczęście do Legionistów się uśmiechnęło. Pierwszym rywalem jest ekipa z Kosowa, gdzie wygrana jest OBOWIĄZKIEM. A potem w ostatniej rundzie kwalifikacyjnej Legioniści trafiają na mocniejszego rywala, ale grają jeden mecz u siebie. Los się uśmiechnął, trzeba to wykorzystać.  

Leave A Response