Groźnie jak w autobusie, niebezpiecznie w tramwaju. Gdzie może cię dorwać koronawirus

Posted on Kwi 2 2020 - 12:45am by admin

fot. Pixabay

Brak zniesienia opłat za parkowanie dla kierowców prywatnych aut oraz kursy weekendowe dla komunikacji miejskiej, co doprowadziło do pojawienia się tłoku w tramwajach i autobusach – to główne pretensje do władz stolicy po nastaniu epidemii. Zdaniem lekarzy to komunikacja miejska jest dziś jednym z najniebezpieczniejszych miejsc, jeśli chodzi o możliwość zarażenia się koronawirusem.

Od kilku tygodni w Polsce trwa stan epidemii, związany ze znaczącą liczbą zachorowań i zwiększeniem się liczby zgonów na koronawirusa. Choroba dotarła do naszego kraju, w tym na Mazowsze i do Warszawy. Zbiera śmiertelne żniwo. Rząd wprowadza kolejne obostrzenia. Zamknięte są szkoły, ograniczona możliwość korzystania z miejsc kultu – odwołano nabożeństwa wielkopostne, w mszach może uczestniczyć maksymalnie do pięciu osób. Nie można korzystać z rowerów miejskich. Ograniczenia dosięgły też komunikację miejską. Są można zajmować zaledwie co drugie miejsce siedzące, w siedemdziesięcioosobowym pojeździe może być maksymalnie 35 osób. – To i tak sporo – mówi Dariusz Lewandowski, lekarz jednego ze stołecznych szpitali (nazwisko zmienione, prawdziwe znane redakcji). – Powiem tak, kościół jest większy niż autobus. Są świątynie mieszczące sto osób, są takie mieszczące tysiąc. Szczególnie w tych większych łatwiej byłoby „rozsadzić” wiernych tak, by nie stanowili dla siebie zagrożenia, niż w niewielkim pojeździe. Natomiast owszem – decyzja o ograniczeniu mszy powinna moim zdaniem zapaść. Jednak w ślad za tym powinno iść bardziej restrykcyjne podejście do komunikacji miejskiej, która może stanowić groźne miejsce rozsadzania wirusa – mówi nasz rozmówca. Od kilku tygodni są wystosowywane apele do władz Warszawy z prośbą o zniesienie opłat za parkowanie w mieście. Uzasadnieniem miałby być fakt, że jazda własnym środkiem transportu jest w kontekście epidemii  bezpieczniejsza niż jazda komunikacją miejską. A także zmniejszenie natężenia ruchu w stolicy i liczby pojazdów w mieście. Do chwili oddania numeru Miasto Stołeczne Warszawa zgodziło się na zniesienie płatnego parkowania wyłącznie dla pracowników służb medycznych. Innym problemem, który po wprowadzonych odgórnych obostrzeniach częściowo się rozwiązał, było wprowadzenie przez ZTM weekendowych rozkładów jazdy. Było to spowodowane tym, że po ogłoszeniu wtedy jeszcze stanu epidemicznego, w komunikacji miejskiej zmniejszyła się liczba pasażerów. Problem w tym, że w pierwszych dniach po decyzji ZTM w autobusach pojawił się tłok. W ciągu kilku dni rząd zaostrzył rygory, w efekcie w komunikacji pojawił się przepis nakazujący zajmowanie maksymalnie co drugiego miejsca. Tym razem stołeczny przewoźnik poszedł dalej – zabieranych jest do pojazdów jedynie kilka osób. W pojazdach ZTM na razie nie są sprawdzane też bilety – pracownicy zajmowali się w ostatnich tygodniach sprawdzaniem natężenia ruchu. Więcej o kontrolach biletów w stolicy w materiale obok.

Antoni Zankowicz

KOMENTARZ:

Podległe władzom stolicy spółki komunikacyjne zachowały się sensownie,  jeśli chodzi o wycofanie się z kontroli biletów (nie wszędzie było tak samo). Dobrym rozwiązaniem jest wprowadzone ostatnio drastyczne ograniczenie liczby pasażerów. Jednak decyzja o wprowadzeniu weekendowego rozkładu jazdy była fatalna i groźna. Złą rzeczą jest też brak decyzji o zniesieniu opłat za parkowanie. Każdy może popełniać błędy. W tym wypadku warto się z nich wycofać. (AZ)

Leave A Response