Bóg nie zaraża. Ale my tak. Wiara, rozum, czas epidemii

Posted on Kwi 2 2020 - 12:32am by admin

Spór o uczestniczenie we mszy świętej w czasie pandemii koronawirusa  rozpalił emocje wśród wierzących i niewierzących, a podzielił też samych katolików. Pojawiły się głosy często zacnych publicystów i teologów, którzy a to przekonywali, że za wszelką cenę trzeba pozostać w domu, a to twierdzili, że należy bezwzględnie iść na mszę, bo Bóg nie zaraża, tylko uzdrawia. Nie wchodząc w bezpośrednią polemikę z szacownymi dyskutantami, ani kwestie tego jak komunię należy przyjmować, jak nie, pozwolę sobie wyrazić swoich kilka przemyśleń – od strony prostej osoby wierzącej. W okresie pierwszym, gdy pandemia (przynajmniej oficjalnie) była od nas daleko, żądania zamykania świątyń były przynajmniej śmieszne i żałosne. Szczególnie, że (w przypadku niektórych moich znajomych) wyrażali je ludzie siedzący w pełnych knajpach, chodzący do wielkich galerii handlowych, dla których autentyczną tragedią było odwołanie meczu. Sorry, ale widać tu wyraźny przykład chrystofobii (niby dlaczego kościół miałby być miejscem bardziej niebezpiecznym od marketu, czy międzynarodowej wystawy z goścmi z całego świata? Raczej chodziło o wyżycie się i dokopanie „wstrętnym katolom”. Minęło kilka tygodni i sytuacja zmieniła się diametralnie. Najpierw sam episkopat poprzez dyspensę mocno ograniczył możliwość uczestniczenia we mszach w kościołach. Następnie wprowadzone zostały odgórne zalecenia władz. Oznacza to, że jesteśmy skazani na msze święte poprzez środki masowego przekazu. To, szczególnie w okresie Wielkiego Postu oraz najważniejszych świąt – Wielkiej Nocy – dla katolików czas trudny i niezwykle przykry. I u części wiernych budzi opór. Że przecież Jezus nie może zarażać, że wody święconej to boi się diabeł, że świątynie powinny być otwarte. Po pierwsze – kościoły nie są zamknięte, gdy ktoś ma możliwość i potrzebę może udać się do świątyni i skorzystać ze spowiedzi, adoracji Najświętszego Sakramentu. Nie ma jedynie dużych publicznych nabożeństw. Po drugie – kapłani udają się do domów chorych czy to z Sakramentem komunii, czy to spowiedzią, czy namaszczeniem. Po trzecie – wodę święconą mamy w domach, choćby na czas kolędy. Nic nie stoi na przeszkodzie, abyśmy użyli jej podczas mszy radiowej. O sakramentach w sytuacji, gdy nie możemy fizycznie do nich przystąpić piszemy na stronach 10 i 11. Po czwarte – rzecz najważniejsza. Owszem – Jezus nie zaraża. Tu zgadzamy się wszyscy. Ale zarażamy MY. Ja, TY, Twój sąsiad, kolega, koleżanka. Wirusa można złapać od osoby będącej z nami w świątyni, czy od współpasażera tramwaju, którym do kościoła jedziemy. Możemy być zakażeni, przenosić koronawirusa i nawet o tym nie wiedzieć. I niechcący zarazić starszą panią z kościelnej ławki, dla której infekcja okaże się śmiertelną. Oczywiście jest argument teologów o tym, że byli święci, którzy potrafili wypić truciznę, a przeżyli. Owszem, byli. Na przykład Święty Jan. Apostoł, który jako jedyny z dwunastu wytrwał odważnie pod Krzyżem. Był wśród dwunastu jednak też Judasz, niewierny Tomasz, czy św. Piotr, który w kluczowym momencie się zaparł. A wcześniej chodząc po wodzie zaczął się topić, choć miał przed oczami NAMACALNIE Bożego Syna. Owszem, Bóg też może sam nas uzdrowić. Ale tylko wtedy, gdy taka będzie Jego wola. Osobiście nie odważyłbym się ani wystawiać Pana na próbę, ani swojej, bardzo niedoskonałej wiary porównywać do wiary niezłomnego Św. Jana. I twierdzić, że na pewno nie zarażę innych. Dlatego, również z uwagi na swój stan zdrowia, siedzę w domu.  Jak mawiał św. Jan Paweł II, wiara nie może stać w sprzeczności z rozumem.

Oczywiście czas jest dla osób wierzących bardzo ciężki. Wielki Post bez nabożeństw i mszy w kościele, Triduum Paschalne przed radioodbiornikiem, brak materialnych elementów świąt – takich jak święconka, czy święcenie palm. Brak rodzinnych spotkań. To będą smutne święta, należy przeżyć je duchowo. Komunia duchowa, tzw. żal doskonały za grzechy (jeśli nie będziemy mogli się wyspowiadać). Oby ten czas został wykorzystany do duchowej przemiany nas wszystkich.

Przemysław Harczuk

 

Leave A Response